Kia SUVIVALS ADVENTURE CLUB

Szkoła Terenowa

Lekcja 4
04.04.2013

Jazda autem po górach to jest to! Piękne widoki za oknami terenówki, ale... W niesprzyjających okolicznościach, gdy nie zachowamy pewnych zasad, widoki możemy oglądać z... odwrotnej perspektywy, kiedy nasz samochód leży na dachu.
Aby uniknąć takiej sytuacji, trzeba się stosować do kilku prostych zasad – choć czasem bywa, że nie jest to proste...

Kiedy zjeżdżamy po stromym zboczu, a do tego jest ślisko, mamy zapewnioną sporą dawkę adrenaliny. Pół biedy, kiedy zjeżdżamy w koleinach, bo wtedy działają one jak szyny i bardzo pomagają w opanowaniu samochodu. Gorzej jednak, kiedy jest ślisko, stromo i gładko – a dookoła np. drzewa. Wtedy uruchamiamy reduktor i zjeżdżamy w dół na niskim biegu, bez używania hamulców i gazu. W takiej sytuacji każde zablokowanie kół to poważne kłopoty, bo nagle możemy się znaleźć w dwutonowych sankach, na które mamy znikomy wpływ. Jeżeli czujemy podczas zjazdu, że tył niedługo wyprzedzi przód, bo zablokowały się koła i właśnie zaczynają się kłopoty, choć wymaga to swego rodzaju gwałtu na własnej psychice, musimy dodać gazu, bo tylko wtedy samochód wróci na tor jazdy. Alternatyw jest do wyboru kilka: drzewo, dach, tzw. rolka po zboczu lub... cud. Żadna nie daje większej szansy niż właśnie zdecydowane, mocne dodanie gazu!

Podjazdy trzeba pokonywać na jednym, z góry ustalonym biegu – i prostopadle do zbocza. Jeżeli się nie uda podjechać, w żadnym wypadku nie wolno zawracać na zboczu – bo nie tyle prosimy się o kłopoty, co wręcz zapewniamy sobie „dach”. Zjeżdżamy dokładnie tak samo, jak było napisane powyżej: na reduktorze, lecz tym razem na wstecznym biegu. Bez dotykania hamulca!

Poprzeczne garby przejeżdżamy prostopadle do ich grzbietu, ale już na przykład rowy najlepiej pokonywać pod kątem. Chodzi o to, żeby jak największa liczba kół (najlepiej wszystkie!) utrzymywała kontakt z podłożem. Choć akurat tę zasadę można rozszerzyć i na inne okoliczności...

Zobacz także: