Kia SUVIVALS ADVENTURE CLUB

Zwiedzamy Polskę

Na rubieżach - Z nurtem Bugu
05.04.2013

Bug ma 772 km długości, z czego aż 587 przypada na Polskę. Jest nieokiełznany i niecywilizowany. Od wsi Gołębie aż po Niemirów jego nurt tworzy naturalną granicę – nasze wschodnie rubieże.

Bug ma 772 km długości, z czego aż 587 przypada na Polskę. Jest nieokiełznany i niecywilizowany. Od wsi Gołębie aż po Niemirów jego nurt tworzy naturalną granicę – nasze wschodnie rubieże.

Tekst Rafał Jemielita, zdjęcia Magda Pisińska
Nurt Bugu meandruje, tworzy nowe odnogi lub zamyka starorzecza. Rzeka nigdy nie była regulowana, niesie złamane pnie drzew podgryzanych przez bobry, jest nieprecyzyjna, więc trudno się po niej żegluje. Kiedyś była mocno zanieczyszczona, ale od chwili kiedy pozamykano fabryki w dawnym Związku Radzieckim, jakość wody znacznie się poprawiła. Jest teraz ciemnozielona i tylko czasem brunatnieje od lessowego mułu. 

Bug nie ma wprawdzie pierwszej klasy czystości, ale można się w nim kąpać. Trzeba tylko pamiętać o przepisach dotyczących strefy nadgranicznej. Na drugi brzeg lepiej się nie zapuszczać, bo grozi to interwencją białoruskich strażników. Od polskiej strony Bug nie jest chroniony zasiekami, udaje się do niego dojechać praktycznie w każdym miejscu, ale zawsze należy mieć pod ręką dokumenty. W strefie przygranicznej żołnierze mają prawa porównywalne do policji, dla rutynowego sprawdzenia tożsamości nie warto ryzykować nieprzyjemnej wizyty na posterunku. 
     Graniczny Bug wije się i często zmienia szerokość koryta. Na odcinku pod Hrubieszowem i Włodawą staje się wąski, w okolicach Mielnika rozlewa się czasem nawet na 150 m. Brzeg jest niedostępny. Tworzy malownicze skarpy, w ich stromych ścianach drążą swoje gniazda gromady jaskółek. Zazwyczaj brzeg ma 3–5 m wysokości, ale w okolicach Gnojna sięga nawet 20 m. Widok z pokrytych lasem pagórków i tzw. Łysej Góry trudno zapomnieć: za plecami zielony las, a z przodu, jak okiem sięgnąć, rozległe zielone łąki Białorusi. Wyjątkowość miejsca docenili filmowcy, którzy w Gnojnie kręcili zdjęcia do ekranizacji powieści Nad Niemnem. 

Bug przecina niewiele mostów. Są tylko te ogromne, prowadzące do przejść granicznych, ale ponieważ nie ma wolnego ruchu między Ukrainą, Białorusią i Polską, nikt nie myśli o budowie nowych przepraw. W rejonie Mielnika, a więc tam gdzie obydwa brzegi rzeki są już polskie, wszelkie komunikacyjne problemy rozwiązuje prom. Najprostszy z możliwych – bez silnika i skomplikowanych urządzeń do sterowania. Wisi na linie rozpiętej między dwoma brzegami i do jego poruszania wystarczy moc nurtu. Przeprawa trwa 5 minut, ale pozostawia niezapomniane wrażenia. Płynie się w ciszy, z gromadą jaskółek nad głową. Park krajobrazowy Podlaski Przełom Bugu sięgający od Terespola aż po Siemiatycze stanowi ostoję ornitologiczną. Również wiele zwierząt chętnie osiedla się nad Bugiem, m.in. bobry, zimorodki, niezwykle rzadkie błotne żółwie i węże – gniewosze plamiste. W rzece jest mnóstwo ryb, naliczono aż 30 gatunków, od brzany i certy po dostojne sumy. Na łąkach pełnych świeżej trawy pasą się konie. Wprawdzie nie żyją tu dziko, ale nad Bugiem wychowuje się najpiękniejsze okazy arabów i angloarabów. Do zabytkowej stadniny w Janowie Podlaskim (kilka budynków projektował znany architekt Henryk Marconi) zjeżdżają miłośnicy rasowych koni z całego świata. Na słynnej aukcji Pride of Poland bywają najbogatsi ludzie świata, m.in. szejkowie z Emiratów Arabskich. Przyjechał również Charlie Watts, perkusista zespołu Rolling Stones, który za trzy ogiery z Janowa zapłacił ponad 350 tys. dolarów. I nie był to janowski rekord, w roku 1976 ogier El Paso poszedł na aukcji za okrągły milion.

Rozległe łąki wokół Janowa znalazły swój ślad w historii Polski. Inspiracji wśród wonnych ziół szukał poeta Adam Naruszewicz, w pobliskich Neplach bywał Julian Ursyn Niemcewicz i rosyjski car, a na polach pod wsią Wygoda Czesław Tański, ojciec polskiego lotnictwa, testował swój prototypowy szybowiec.

Janów Podlaski stracił prawa miejskie po powstaniu styczniowym, ale pozostał jedną z ważniejszych miejscowości na styku Podlasia i Polesia. Świadczy o tym choćby stacja benzynowa, którą zbudowano tutaj w 1928 roku. Był to jeden z pierwszych takich obiektów w Polsce. Stacja przetrwała wojnę, warto ją odwiedzić, bo zachowały się tu ręczne dystrybutory – zabytkowe pompy do tankowania.

Z Janowa jest już blisko do Brześcia. W roku 1596 podpisano tu unię brzeską, która obwieściła powstanie kościoła unickiego obrządku wschodniego, później nazwanego greckokatolickim. Czym unici różnią się od prawosławnych? Głównie tym, że przy zachowaniu liturgii i obrządku wschodniego oraz języka starosłowiańskiego w modlitwie, uznają zwierzchnictwo papieża. Z czasem unici przyjęli zwyczaje katolików rzymskich, z prawosławia dziedzicząc podobny do cerkiewnego styl budowy kościołów. Wiele świątyń uległo zniszczeniu w XIX w., kiedy rozwiązano unię brzeską. Żołnierze rosyjscy niszczyli unickie klasztory, zabijając stawiających opór zakonników. Urokliwym wiejskim świątyniom z równoramiennym krzyżem na dachu (znak unitów) nie pomogły też lata po II wojnie światowej. Unickie kościoły zamykano i dewastowano. Dziejowe zawieruchy przetrwał m.in. kościółek w Kostomłotach, gdzie obecnie mieści się sanktuarium unitów podlaskich, oraz piękna drewniana świątynia w Krzyczewie. Przybyszy wita tam stary portret świętego Jerzego i sufit pokryty wypłowiałymi kilkusetletnimi polichromiami. Wystarczy unieść głowę, żeby stanąć tuż pod wielkim okiem opatrzności i stopami gromady świętych. Zapach kadzideł i starego drewna sprzyja nostalgii. W Krzyczewie świat i cywilizacja wydają się bardzo dalekie. 

Religię i kulturę łatwiej zrozumieć, kiedy stanie się z nią twarzą w twarz – głosi stare porzekadło. A o to najłatwiej w innym nadbużańskim grodzie – Włodawie. Miasto leży na granicy Polski, Białorusi i Ukrainy. Kiedyś mieszkało tu również wielu Żydów. Włodawa była kulturowym tyglem, co wyraźnie widać na ulicach: monumentalny kościół Paulinów stoi tuż obok wielkiej cerkwi, a stąd jest tylko krok do XVIII-wiecznej synagogi. Zaułki wypełniają drewniane chałupy z kolorowymi okiennicami, takie same jak w każdej wsi po stronie białoruskiej czy ukraińskiej. Nietypowy jest za to rynek, gdzie zachował się czworobok tzw. kramnic, małych kamienic-sklepów. Wewnątrz mają wspólny dziedziniec, do którego prowadzą dwie bramy wjazdowe. Nad jedną z nich stoi blaszany rycerz z szablą uniesioną nad głową. To też ślad przeszłości, przed 500 laty miasto upodobali sobie Tatarzy. Jak żyje się we Włodawie? Można się o tym przekonać na falach długich polskiego radia, kiedy w południe męski głos podaje stan rzek. Na Bugu we Włodawie bez zmian – słychać z głośnika. Wody czasem ubywa, innym razem przybywa, jedynie czas płynie tu zawsze w jednym, zwolnionym rytmie.

WARTO ZOBACZYĆ
Mielnik.
Wieś leży kilkanaście kilometrów od Siemiatycz. Z Mielnikiem wiąże się legenda o cerkwi, która po pogromie Tatarów zapadła się w jednym ze wzgórz. Wraz z nią zniknęły wielkie skarby, których ponoć pilnuje złoty pies. Do dziś nie znaleziono niczego, co tę legendę mogłoby potwierdzić. Warto jednak wybrać się do Mielnika, żeby obejrzeć wspaniałe cerkiewne polichro- mie. W okolicy stoi też wiele starych bunkrów. To także zabytki – ślad po obronnej linii Mołotowa stawianej przez Rosjan w latach 1939–1941. 

Neple. Malowniczy rejon tuż przy ujściu Krzny do Bugu jest nazywany Szwajcarią Podlaską. Neple i tutejsze bużyska – nadbużańskie starorzecza odwiedzał poeta i historyk Julian Ursyn Niemcewicz oraz rosyjski car Aleksander I, a w roku 1920 w okolicy przebywał Józef Piłsudski wraz z żołnierzami. Na wzgórzu opodal wsi stoi kamienna baba, święty głaz z czasów pogańskich. Ma kształt krzyża lub postaci człowieka z rozstawionymi ramio- nami i prymitywnym rysunkiem twarzy. Dlatego miejscowi twierdzą, że prasłowiańska „baba” to panna młoda, którą za karę zaklęto w kamień. 

Kodeń. Osada nadbużańska, dawna siedziba Sapiehów. Kodeń jest jednym z najstarszych i najważniejszych sanktuariów maryjnych w Polsce (pod względem ważności zajmuje trzecie miejsce po Częstochowie i Licheniu). Wierni przyjeżdżają tu dla słynnego obrazu Madonny z Gwadelupy – Matki Boskiej Kodeńskiej Królowej Podlasia. Według legendy obraz został namalo- wany przez świętego Augustyna i słynie z mocy cudownych uzdrowień. Kiedyś należał do jednego z papieży, ale został wykradziony przez Mikołaja Sapiehę z kaplicy w Rzymie i przewieziony nad Bug. 

Twierdza brzeska. Po zachodniej stronie Bugu zachowało się kilka fortów, tzw. przedpiersia terespolskiego z przełomu XIX i XX wieku. Betonowe umocnienia można obejrzeć w Kobylanach, Łobaczewie Małym i Koroszczynie.

Zobacz także: