Kia SUVIVALS ADVENTURE CLUB

Zwiedzamy Polskę

Wszystkie drogi prowadzą do Nysy
05.04.2013

W Nysie i okolicach żyje się spokojnie i powoli. Na starym rynku nikt się nie spieszy, a wiatr od pobliskich gór spokojnie rozpycha chmury na niebie. Trudno uwierzyć, że to senne dzisiaj miasto nazywano niegdyś śląskim Rzymem, a wokół niego są zamki i pałace, których nie powstydziliby się i we Francji. Albo w Disneylandzie.

W Nysie i okolicach żyje się spokojnie i powoli. Na starym rynku nikt się nie spieszy, a wiatr od pobliskich gór spokojnie rozpycha chmury na niebie. Trudno uwierzyć, że to senne dzisiaj miasto nazywano niegdyś śląskim Rzymem, a wokół niego są zamki i pałace, których nie powstydziliby się i we Francji. Albo w Disneylandzie.

Tekst Rafał Jemielita, zdjęcia Magda Pisińska

Kiedyś, czy ktoś chciał czy nie, w Nysie musiał się zatrzymać. Rajcom miejskim tak bardzo zależało na bogaceniu się miasta, że uzyskali dla niego tzw. przymus drogowy oraz prawo składu. Od średniowiecza zmuszały one kupców do przejeżdżania przez Nysę, a co ważniejsze, do wystawiania w niej towarów na sprzedaż. Polityka sprytnych rajców miastu bardzo służyła, a Nysa była jednym z najważniejszych miast Śląska i Moraw. I była bardzo bogata. Także w zabytki.
Złote czasy Nysy skończyły się podczas ostatniej wojny, gdy Niemcy zamienili miasto w garnizon, którego chcieli bronić do upadłego. Skończyło się to tym, że większa część domów i oryginalnej zabudowy Nysy została zniszczona. Spłonęło całe centrum, w tym ratuszowa wieża, która miała 94 metry wysokości i należała do najwyższych w Europie. Dlatego na nyskiej starówce stare kolorowe kamieniczki sąsiadują dzisiaj ze znacznie nowszymi domami, a zabytkowa studnia, kryta kutą kratą ze złoceniami, stoi przed blokiem z ery późnego Gomułki. Jedno nie pasuje do drugiego, ale to nie szalone pomysły architektów, ale po prostu ślad brutalnej historii. Szczęśliwie nie wszystko przepadło.

Płomienie i bomby ominęły Carolinum – kolegium jezuickie z XVII wieku, w którym kształcił się m.in. przyszły król Polski Michał Korybut Wiśniowiecki. Dziś w Carolinum mieści się nyskie liceum. Do szkoły wchodzi się przez barokową bramę, w niektórych klasach na sufitach pozostały oryginalne ścienne polichromie, a szkolna aula ozdobiona jest nieco frywolnymi kamiennymi amorkami. 
Decyzja o założeniu Carolinum nie była przypadkowa – powstało ono w mieście silnym gospodarczo, które handlowało solą i węgrzynem, biło własną monetę, warzyło piwo i miało nawet elitarny cech złotników. Nie przypadkiem nyski herb znalazł się wśród znaków innych ważnych miast na wjeździe na most Karola w Pradze, a wydana w 1493 roku w Norymberdze Kronika Świata zalicza Nysę do najważniejszych miast regionu. Tym bardziej że wraz ze znaczeniem gospodarczym rosło znaczenie polityczne. Przez wieki swoją rezydencję mieli tu biskupi wrocławscy, i właśnie w miejskiej farze – zbudowanym na początku XV wieku kościele św. Jakuba i św. Agnieszki – byli chowani. Wielka bryła świątyni z charakterystycznym spadzistym dachem pokrytym ciemną dachówką równie dobrze pasowałaby do Kolonii lub Hamburga. Zwłaszcza gdyby udało się zrealizować ambitne zamierzenia, by stojąca obok kościoła dzwonnica była odeń trzykrotnie wyższa. Plany spaliły na panewce, bo grunt okazał się zbyt miękki. Szkoda, ale i tak kościół może pochwalić się trudnym do pobicia rekordem – ma najbardziej stromy dach spośród wszystkich kościołów w Polsce.

W okolicy Nysy takich niespodzianek czeka więcej. Wystarczy zjechać z głównych szlaków, by trafić na architektoniczne perełki. Na przykład wielce oryginalny zamek w Mosznej. Zbudowana na przełomie XIX i XX wieku dawna rezydencja rodziny Tiele-Wincklerów przypomina Disneyland. Trudno ją jednoznacznie zakwalifikować, podziw budzi jej rozmach, jej wygląd zdumiewa. Budowniczowie wymieszali tu kilka architektonicznych stylów. Część środkowa, najstarsza, to barok, wschodnia – renesans, a zachodnia – gotyk. W zamku jest (podobno) 365 pomieszczeń i 99 wież i wieżyczek – bo tyle wiosek należało do posiadłości. Pomysłowość architekta (co ciekawe – nikt nie pamięta, jak się nazywał) nie znała granic: duże okna mieszają się z wąskimi otworami strzelniczymi, ze ścian wystają rzeźbione łby zwierząt – niedźwiedzia, dzika, jelenia, ale i diabła, przy schodach od strony parku stoją figury dwóch lwów – jeden z nich czuwa, drugi chrapie – na znajdowaniu takich szczegółów można w Mosznej spędzić pół dnia. A i tak wszystkiego się nie zauważy. Być może jedynymi, którym udaje się naprawdę poznać zamek, są przebywający tu kuracjusze – od kilku lat jest tu sanatorium Centrum Terapii Nerwic.

Z kolei pałac von Schaffgotschów w Kopicach, oddalony od Nysy o 20 kilometrów, to jedna z najpiękniejszych i największych śląskich rezydencji. Mimo że swoje najlepsze dni pałac ma za sobą, ciągle imponuje wielkością, przepychem i rozmachem. Von Schaffgotschowie postawili swą rezydencję w wielkim parku, nad stawem, w którym pięknie odbijają się strzeliste wieże w stylu angielskich Tudorów. „Pałac na wodzie” miał trzy piętra, dachy ozdobione metalowymi maszkaronami, zupełnie jak z katedry Notre-Dame, piękne kamienne fontanny i ponad 150 pokoi – na parterze 57, na pierwszym piętrze 46 i 54 na drugim. Właściciele mogli cieszyć się rosarium i oranżerią, w której rosły ciepłolubne kilkunastometrowe tropikalne drzewa. Wielki majątek zarabiał krocie dzięki gorzelni, własnym stajniom, hodowli krów i kwiatom, które wożono aż do Berlina. Majątek był nowoczesny i funkcjonalny – budynki gospodarskie wymurowano z kamienia, a dachy pokryto skalnym łupkiem. Właściciele pałacu spoczęli w kaplicy grobowej przy ufundowanym przez nich kościele. Mauzoleum Schaffgotschów przetrwało, choć z ich majątku zostały tylko mury pałacu oraz park, w którym o bogatej przeszłości świadczą m.in. neoklasycystyczna świątynia dumania czy sztucznie usypane ruiny średniowiecznego zamku i kilka wiekowych dębów. Najokazalszy z nich, Pradziad, ma pień o obwodzie ponad 7 metrów.

Pradziad liczy sobie 500 lat i rósł już, gdy w pobliskich Górach Opawskich wydobywano złoto. Dzisiaj złota nie ma, a prawdziwym bogactwem tych ziem jest kamień. Słyną z niego zwłaszcza Sławniowice. Wieś ma kilkuset mieszkańców i niemal wszyscy są kamieniarzami! Nawet lokalny amatorski klub piłkarski ma w nazwie słowo „kamieniarski”. W pobliskim lesie z lepkiej glinki wydobywa się bryły, które pocięte i wypolerowane zamieniają się w stylowe kominki i błyszczące płyty podłogowe. Tutejszy marmur ma charakterystyczny odcień – szaro-niebieski, z lekkim ciemnymi wtrąceniami lub całkiem złocisty. Świetnie sprawdza się w budownictwie, dlatego sławniowickie marmury można zobaczyć m.in. w warszawskim Urzędzie Rady Ministrów, na lotnisku w Balicach, z tego kamienia zbudowano również sarkofag generała Sikorskiego na Wawelu w Krakowie. Sławniowicki rodowód ma także XVIII-wieczna fontanna Trytona, która stanęła na jednej z reprezentacyjnych ulic Nysy. Dwupoziomową fontannę – wielką muszlę z Trytonem – podtrzymują cztery delfiny zwrócone w różne strony świata. Podobna jest w Rzymie, na Piazza del Tritone. Nyską fontannę zbudowano właśnie na wzór wodotrysku wykutego przez słynnego rzeźbiarza Berniniego. Jakby na dowód, że tak, jak kiedyś wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, tak wszystkie trakty Opolszczyzny niegdyś zbiegały się na nyskim rynku. Tak przynajmniej mówią Nysanie.

Jak dojechać?
Najwygodniej łączącą Wrocław z Krakowem autostradą A4, z której zjeżdża się w Niemodlinie. Do Nysy jest stąd nieco ponad 30 kilometrów drogą krajową 46. Od strony Warszawy można też pojechać skrótem – z „gierkówki” (trasa E75) trzeba zjechać w Częstochowie i kierować się na Opole. Z Opola do Nysy jest 50 km, z Wrocława 75, z Katowic 120, a z Warszawy około 320 km.

Gdzie spać?
Hotel Europejski, Nysa, Skorochów 21k, tel. (0 77) 433 46 72. Nowoczesny hotel na przedmieściu Nysy przy drodze do Otmuchowa. Do miasta i plaży nad jeziorem Nyskim, nazywanej „Nyską Riwierą”, jest stąd tylko 5 minut samochodem. Hotel ma 22 komfortowo wyposażone pokoje, z łazienkami, telewizją satelitarną, minibarem i stałym łączem internetowym. Do dyspozycji jest także VIP Cognac Club z bogatym wyborem alkoholi i cygar oraz sala konferencyjna. Cena za dwójkę wynosi 260 zł. www.europejskihotel.pl.

Gdzie jeść?
Gościniec pod Bukiem, ul. Parkowa 1, Głuchołazy-Zdrój, tel. (0 77) 439 49 74. Hotel z własną restauracją, której szef proponuje tradycyjne potrawy kuchni polskiej i czeskiej. Porcja zupy czosnkowej kosztuje 7 zł, kotlet schabowy z zasmażaną kapustą 18 zł, a smakowite naleśniki z bitą śmietaną 10 zł. 
www.gosciniec-podbukiem.com.pl

WARTO ZOBACZYĆ
Zamek w Mosznej. Jeden z najdziwiniejszych zamków w Polsce leży 30 kilometrów na wschód od Nysy. Wokół zamku znajduje się rozległy park z alejami, kanałami i stawami. Warto tu wpaść na przełomie maja i czerwca, gdy kwitną ponadstuletnie azalie i rododendrony. Zwiedzanie zamku z przewodnikiem kosztuje 5 zł. Rezerwacje biletów, tel.: (0 77) 466 84 18, 466 96 78. W zamku są także pokoje hotelowe, w których można nocować.
www.moszna-zamek.pl


Kościół w Burgrabicach. Piękna świątynia ma nietypową i rzadko w tych stronach spotykaną konstrukcję – główna nawa kościoła jest okrągła i do tego przykryta wielką kopułą. Wewnątrz jest doskonała akustyka, wspaniałe stare organy, świetnie zachowane ołtarze i rokokowe obrazy. Z Nysy jest tu tylko około 15 kilometrów. Najpierw należy jechać w stronę Głuchołazów, a za Przełękiem skręcić w prawo, w drogę na Markowice i Biskupów.

Paczków. Małe, leżące nieco ponad 20 km na zachód od Nysy miasteczko otaczają kamienne mury, które bez uszczerbku przetrwały kilkaset lat. Dlatego niektórzy szukają podobieństwa z francuskim Carcassonne. Tym bardziej że w Paczkowie zachował się oryginalny układ ulic, a całe miasto wraz z miejskimi obwarowaniami jest jednym z najlepiej zachowanych w Polsce zabytków miejskiej architektury obronnej.
www.paczkow.pl

POSPRZĄTAJ PO SOBIE

Samochody terenowe pozwalają dotrzeć w piękne, a niedostępne dla aut osobowych miejsca, ale nie wszystkim takie wojaże się podobają. Ekolodzy, leśnicy i piechurzy nie przepadają za tymi, którzy jeżdżą po leśnych duktach. Trzeba ich zrozumieć i starać się, by takie wyprawy jak najmniej szkodziły środowisku. Po pierwsze – nigdy nie zostawiać w lesie śmieci. Po drugie – na wypadek awarii zawsze mieć pod ręką grubą foliową płachtę, która rozłożona pod samochodem będzie chronić ziemię przed olejem i innymi smarami. By uniknąć kopcących rur wydechowych czy urwania tłumika, przed wjazdem do lasu zawsze należy też sprawdzić stan techniczny samochodu. Szczególną uwagę powinniśmy zachować podczas „winczowania” – jazdy z użyciem wyciągarki. Nie wolno owijać liny wyciągarki bezpośrednio wokół pnia drzewa. Zawsze trzeba do tego używać szerokich taśm, do których linę główną dołącza się przy pomocy szekli.

Zobacz także: