Kia SUVIVALS ADVENTURE CLUB

Zwiedzamy Polskę

Z widokiem na Połoniny - najdziksze polskie góry
05.04.2013

Językoznawcy nie ustalili, skąd wzięła się nazwa Bieszczady, ale jedno jest pewne - od zawsze określano w ten sposób najdziksze polskie góry. W Bieszczadach był cywilizacyjny koniec świata i pod tym względem niewiele się zmieniło, nawet w XXI wieku.

Językoznawcy nie ustalili, skąd wzięła się nazwa Bieszczady, ale jedno jest pewne - od zawsze określano w ten sposób najdziksze polskie góry. W Bieszczadach był cywilizacyjny koniec świata i pod tym względem niewiele się zmieniło, nawet w XXI wieku.

Tekst Rafał Jemielita, zdjęcia Ryszard Czerwiński, Magda Pisińska

W każdym przewodniku można wyczytać, że jest tam pusto i bezludnie, a wiatr do woli hula po ruinach starych cerkwi i łemkowskich chyżach-chałupach. Prawda? Tak, ale nie do końca. Stałych mieszkańców jest w Bieszczadach faktycznie niewielu – duże wsie liczą ich ledwie kilkuset. Pusto jest jednak tylko poza sezonem. Latem legendarna dzikość gór ściąga tłumy miłośników wędrówek z plecakiem. Spokój przychodzi dopiero jesienią, kiedy bukowe lasy rozpalają się czerwienią spadających liści, a połoniny robią się rude, miejscami aż sine od wrzosów.

Teoretycznie Bieszczady zaczynają się na linii łączącej Sanok i Ustrzyki Dolne, sięgają po Przełęcz Łupkowską, Ukrainę i Słowację. Turyści chętnie zaliczają do nich także pagórki Pogórza Przemyskiego, Góry Słonne pod Leskiem i lasy Jaśliskiego Parku Krajobrazowego – obszar zapewne dwukrotnie większy.

Nie ma w Bieszczadach przemysłu ani zatruwaczy środowiska! Jedyny dym, który można tu spotkać, pochodzi z wypalania węgla na grill w wielkich stalowych bekach-piecach. Nie przeszkadza ani turystom, ani zwierzętom. W lasach żyje ponad 5 tysięcy jeleni i stada saren, a przy odrobinie szczęścia można spotkać żbika lub rysia. Góry są domem także dla żubrów, wilków oraz niedźwiedzi – brunatne olbrzymy docierają tu z odległych ukraińskich Gorganów. Z niedźwiedziami wiąże się jedna z bieszczadzkich anegdot. Bogaty (kiedyś mówiło się dewizowy) turysta z Niemiec zapłacił za polowanie na niedźwiedzie. Pojawił się jednak kłopot, bo zwierzęta akurat się ukryły. Organizatorzy polowania postanowili awaryjnie kupić zwierzę w zoo. Z tym też był problem, ale udało się znaleźć emerytowanego niedźwiedzia brunatnego, który dożywał swoich dni w szkole cyrkowej. Zwierzę nie bało się ludzi i do tego było tresowane – jeździło na rowerze. Podczas polowania na dźwięk kołatek nagonki niedźwiedź przestraszył się i zaczął uciekać. Traf chciał, że na drodze stanął mu chłop z rowerem. Reszty można się domyślić – miś, ku osłupieniu Niemca, zabrał rower i... odjechał w siną dal.

Podróż w Bieszczady najczęściej zaczyna się w Lesku. Przed II wojną światową było tu małe uzdrowisko z wodami siarkowymi, miasto słynęło ze szkoły szybowcowej w pobliskiej Bezmiechowej. Był tu również wielki ośrodek religijnego ruchu chasydów – ponad 60 procent ludności było kiedyś pochodzenia żydowskiego. Jednym z najpiękniejszych zabytków Leska jest osiemnastowieczna synagoga. Na jej szczycie do dziś widać kamienne Tablice Mojżesza i napis, który po hebrajsku oznacza „O jakimże lękiem napawa to miejsce. Nic tu innego tylko Dom Boży i brama nieba”. Dla Żydów napis miał podwójne znaczenie, bo w wieży przylegającej do synagogi było... więzienie. Oprócz synagogi w Lesku jest również wielki kirkut – cmentarz żydowski. Na jednym z pagórków zachowało się około 2 tysięcy kamiennych macew, najstarsza z nich liczy aż 400 lat.
Lesko nazywane jest „bieszczadzkimi wrotami”, bo stąd już tylko kilka kroków do słynnego Zalewu Solińskiego. W roku 1968 dolinę Sanu przegrodzono betonową (najwyższą w Polsce!) tamą o długości prawie 700 i wysokości ponad 80 metrów. Woda wlała się w górskie doliny i stąd wzięła się wyjątkowo urozmaicona linia brzegowa jeziora, z labiryntem zatok i półwyspów. Sztuczne jezioro jest trudne w nawigacji – dno kryje wiele pułapek. W wodzie leżą pnie drzew, a także pozostałości po starych chałupach, których nie zniszczono przed zalaniem. Niektóre leżą całkiem płytko, co skrzętnie wykorzystywał bieszczadzki oryginał Henio Wiktorini. Wprawiał w osłupienie przyjezdnych, kiedy w odległości kilkuset metrów od brzegu niczym Jezus przechadzał się po powierzchni wody. Nikt oczywiście nie wiedział, że chodzi pewnie, bo po dachu własnego domu...

Solina cieszy się złą sławą – gwałtowne wiatry potrafią pojawić się znienacka i są tak silne, że wywracają nawet duże jachty. Wiatr służy za to szybownikom, którzy od kilkudziesięciu lat opanowali stoki Gór Słonnych. W okolicach Bezmiechowej już przed wojną działała słynna na cały kraj „akademia szybowcowa”. Szkoliła się tu m.in. córka marszałka Piłsudskiego oraz pułkownik Tadeusz Góra, który zasłynął z rekordowego lotu do Wilna. Osiemnastego maja 1938 roku Góra w ciągu jednego dnia pokonał odległość 577 kilometrów. Wyczyn przeszedł do historii lotnictwa, a dzielny oficer w nagrodę otrzymał pierwszy na świecie medal Lilienthala przyznawany wybitnym lotnikom przez Federację Lotniczą FAI.

Pogoda w Bieszczadach lubi płatać figle. Latem zdarzają się 40-stopniowe upały lub gwałtowne burze z totalnymi opadami deszczu. Najwięcej i najczęściej pada w lipcu, najlepsza pogoda do wypraw jest za to jesienią. Zimą, kiedy śnieg zalepia drogi dwumetrowymi zaspami, temperatura potrafi spaść grubo poniżej 30 stopni. Z rekordowo niskich temperatur słyną zwłaszcza Stuposiany, w których w roku 1996 zanotowano minus 39 stopni Celsjusza. Pewnie dlatego przez dziesiątki lat Bieszczady uznawano za koniec cywilizowanego świata. Nikt nie chciał tu mieszkać, bo nie było bitych dróg, sklepów i telefonów, a na zakupy – od jesiennych opadów po wiosenne roztopy – można było dojechać konno lub ciężarówką z łańcuchami na kołach. Polska Alaska ściągała za to różnej maści ekscentryków i uciekinierów, bo w górach mogli żyć nie tylko kolorowo, ale też bez czujnego oka milicji. Bogata galeria wagabundów zafascynowała Edwarda Stachurę i Marka Hłaskę. Bieszczadzkie plenery wielokrotnie wykorzystywali ludzie kina. Nie tylko przy produkcji filmów o walkach z bandami UPA (Ogniomistrz Kaleń) i tzw. easternach, które miały konkurować z amerykańskimi westernami (Wilcze Echa), ale też w filmach historycznych. W Chmielu powstawał Pan Wołodyjowski. W wiosce postawiono dekorację, którą wykorzystano w scenie napadu i spalenia kresowego Raszkowa. Chałupy na ekranie zapłonęły imponującym płomieniem, przy okazji omal nie spalono zabytkowej cerkiewki.

Co zostało z dawnych lat? Pokolenie uciekinierów doczekało się wnuków. Opowiadania o bieszczadzkich kowbojach – Jędrku Połoninie i Lutku Pińczuku, którzy zupełnie jak ich pierwowzory z Teksasu wjeżdżali na grzbiecie konia do wiejskich barów – powoli przechodzą do legendy. Życie stało się łatwiejsze, można nawet dodzwonić się z komórki i znaleźć działający bankomat. Nie znaczy to jednak, że cywilizacja dotarła wszędzie. W kultowej Chacie Socjologa, którą na zboczach Otrytu postawili kiedyś studenci, nadal nie ma prądu. Wysoko nad głowami latają odrzutowce, ale w drewnianej chacie do grzania służy wielki kominek, a kolacje jada się – z konieczności – przy świecach.

Specyficzny klimat bieszczadzkich wsi wytworzyli przyjezdni, bo starych mieszkańców od dawna tu nie ma. Nikt się nie narzuca i niczemu nie dziwi. Ludzie z miasta przynieśli w góry nowe zwyczaje i choć żyją na zabitych dechami wsiach, rzeźbią, malują ikony, prowadzą galerie i restauracje. Bieszczady działają zaraźliwie na wszystkich. Wystarczą dwa dni i nie chce się wyjeżdżać...

Jak dojechać?
Z Warszawy do Sanoka jedzie się przez Ostrowiec Świętokrzyski i Rzeszów (najpierw drogą numer E71 do Radomia, a potem E371). Z Rzeszowa trzeba kierować się na Brzozów, a potem Sanok lub Lesko. Odległość wynosi ok. 400 km.

Gdzie spać?
Akademicki Ośrodek Szybowcowy Politechniki Rzeszowskiej, Bezmiechowa Górna 111, tel. (0 13) 468 89 00, z okien widok na panoramę Bieszczad. Dwójka kosztuje 70 zł.
Ośrodek wypoczynkowy Arłamów S.A., Arłamów, Wojtkowa, tel. (0 13) 461 65 00, www.arlamow.com.pl; hotel w dawnym rządowym ośrodku wypoczynkowym. Obok są dwa wyciągi narciarskie oraz mała stadnina. Dwójka kosztuje 200 zł.

Gdzie jeść?
Restauracja Stare Sioło, tel. 503 124 654, www.staresiolo.com; w odrestaurowanej pogórzańskiej chacie w Wetlinie z domowym jedzeniem. Pierogi z makiem kosztują 7 zł, szarlotka 3 zł. 

ZOBACZ KONIECZNIE
Drewniane cerkwie

Najpiękniejsze świątynie znajdują się w Wisłoku Wielkim, Smolniku i Chmielu. W miniaturze można je oglądać w Hoczwi, gdzie w Zajeździe Pod Gruszką działa wystawa cerkiewnych makiet Leszka Rejmańskiego. Zajazd Pod Gruszką, Hoczew, tel./fax (013) 469 85 58.

Wąskotorówką z Cisnej
Kolej wąskotorowa, którą wykorzystywano do przewozu drewna, dziś wozi turystów. Podróż z Majdana do wsi Przysłup trwa ok. półtorej godziny. Za przejazd (zależnie od długości trasy) płaci się od 9 do 18 zł. www.kolejka.bieszczady.pl

Połoniny na grzbiecie konia
Bieszczadzki Park Narodowy organizuje rajdy konne. Za tygodniową wędrówkę na hucułach płaci się 1600 zł. Ośrodek Informacyjno-Edukacyjny BdPN, ul. Lutowiska 2, tel. (0 13) 461 03 50, www.bdpn.pl

Zobacz także: